Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

wtorek, 6 października 2015

Tadeusz Różewicz i Allen Ginsberg

Tadeusz Różewicz poznał osobiście Ginsberga na festiwalu „Poesia In Pubblico” w Genui w 1979 roku. Tak wspomina to spotkanie:


Do dyskusji włączył się Allen Ginsberg… mówił dużo i ciekawie. Zresztą na festiwalu w Genui Ginsberg odniósł ogromny sukces. Na jego wieczory przychodziły tysiące. Sale były wypełnione do ostatniego miejsca. Młodzi ludzie stali w przejściach, siedzieli na podłodze. Brodaty, łysy, krępy poeta fascynował publiczność… Towarzyszył mu Peter Orlowsky i jeszcze jakiś piękny młodzieniec, który przygrywał na flecie. Był to jakby mały zespół muzyczno‑wokalny. Orlowsky miał włosy zebrane w warkocz i przewiązane kolorową wstążką, Ginsberg siedział na scenie z podwiniętymi nogami, deklamował, śpiewał… gwizdy, brawa, grzmot oklasków… Pamiętam, że na występie Ginsberga siedziałem wśród młodych i czułem się „młodo”… w tym wypadku ani aranżacja, ani „teatralizacja” nie przeszkadzały… ale to inna sprawa! Ginsberg to zjawisko wyjątkowe. Chciałbym – powiedział Ginsberg – opowiedzieć Różewiczowi jedno z moich przeżyć… Otóż jednym z najbardziej wstrząsających wieczorów poetyckich, jakie pamiętam, był wieczór Williama Carlosa Williamsa w roku 1948 w Museum of Modern Art w Nowym Jorku. W. C. Williams czytał swoje poezje (pisane potocznym, zwykłym językiem) tak czysto, prosto i zrozumiale, iż miałem uczucie, że poeta rozmawia sam ze sobą…


Jan Stolarczyk, wieloletni sekretarz Tadeusza Różewicza, na moją prośbę wybadał, co poeta pamięta ze spotkań (bo było ich kilka) z Ginsbergiem i co sądzi o nim samym. Dostałem taką oto odpowiedź (wyjątki):


…jego [Ginsberga] żywiołowość spodobała się Tadeuszowi Różewiczowi. (…) lubimy u innych to, czego nam się nie dostaje. Zastrzeżenie: jeśli osobnik budzi naszą sympatię, zaufanie, itd. Dla Różewicza takie odczucie jest ważne. Poeta nie pamięta, o czym wielokrotnie rozmawiali, ale zachował miłe wrażenie. Oprócz spotkania włoskiego, zetknęli się na festiwalu poetyckim w Meksyku. Tam Ginsbergowi towarzyszyli koledzy, np. Orlovsky przygrywał na organkach, kiedy tamten recytował wiersze („niech się pan odpieprzy panie prezydencie” – taką frazę pamięta Tadeusz Różewicz).