Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

środa, 31 sierpnia 2016

Jacek Podsiadło, Ośrodek wypoczynkowy w C. (fragment)

a1
Mam za sobą niejedną nieudaną gotowość
na śmierć albo cokolwiek
co nigdy nie chciało przyjść.
A przed sobą tylko
rzuconą na nakryty białą rozpaczą stół
długą listę poetów
zaproszonych na Warszawską Jesień Poezji.
I tyle wiary co w Boga,
że może uratuje mnie
wiersz Argentynki Liliany Lukin,
Elli Peonidu z Cypru,
               Ginsberga albo Pattena.




Jacek Podsiadło podczas wieczoru poezji Stanisława Barańczaka w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha, Kraków, luty 2015 r. Fot. Beata Zawrzel / REPORTER

wtorek, 30 sierpnia 2016

Frank O'Hara - Fantazja (dedykowana zdrowiu Allena Ginsberga)

Jak ci się podoba muzyka Adolpha
                                                         Deutscha? Mnie
owszem, bardziej niż Maxa Steinera. Weź to co
zrobił w Northern Pursuit, temat Helmuta Dantine'a
szedł tak...
                   a wtedy okna opadło mi na rękę. Obok na nartach
przejeżdżał Errol Flynn. Coraz to głębiej
                                                                   głębiej głębiej ponura
szara łódź podwodna zanurzała się pod "zimny" lód.
                                                                                      Na szczęście
Helmut był już u brzegu, na lodzie.
                                                          Ku jakim snom, jakim
niedorzecznym fantazjom bździn śniegowych zmierza to wszystko?
                                                                                                              Nie
wiem, przestałem myśleć jak husky zaprzężony do sań.

Rzecz najważniejsza opowiedzieć historyjkę.
                                                                           To niemal
bardzo ważne. Wyobraź sobie tylko
                                                           tak zaprzepaścić lawinę
już na początku filmu. Jestem jedynym szpiegiem jaki został
w Kanadzie,
                      lecz to że tkwię samotnie pośród śniegu
nie musi wcale znaczyć że jestem nazistą.
                                                                     Popatrzmy,
dwie aspiryny, jedna witamina C i trochę sody oczyszczonej
powinno poskutkować, to prawie
                                                          Alka
Seltzer. Allen wyłaź z łazienki
                                                   i to wypij.
Ktoś nasmarował mi chyba narty masłem zamiast
parafiną.
                 Ojej. Szopa przewraca się wśród
jodeł, i jest tu jeszcze jeden tłusty szpieg. Nie
powiedzieli mi że go
                                   wysłali. Cóż, w ten sposób mamy go
z głowy, ależ te eskimoskie psiska były wygłodniałe.
                                                                                       Allen,
czy masz się trochę lepiej? Ta, mam hopla na punkcie
Helmuta Dantine'a
                                ale cieszę się że Kanada będzie dalej
wolna. Po prostu wolna, to wszystko, nigdy nie sprzeczaj się z filmami.

[1964]

tłum. Piotr Sommer




niedziela, 28 sierpnia 2016

Yewhen Michnowsky - Psalm V i Psalm VII z Listów do Allena Ginsberga

przychodzimy znikąd
i nie jesteśmy synami olimpu lokatorów
twórcy
dla których sztuka nader trudna jest
piękno w jednorazowej koszuli
demonstracyjnie obnażamy
do błękitem pachnącej niebios
talmudu bielizny

raz jeszcze
o zmierzchu fali posuwając boginię białą
piszemy się na jointa
blue jeans i wędrówkę pielgrzymów
ścieżynką tak prostą
jak podświadomości magistrala
w natury morzu utopii
dla jaźni
poszukując pokarmu

sobota, 27 sierpnia 2016

Adam Lizakowski - Wizyta u Państwa Apollinaire (fragment)

(...)
Dzisiaj leżysz pod grubą pierzyną ziemi
tylko z żoną
niczego ci nie wypominam ani o nic nie proszę
nie zazdroszczę ci tego, że obok leży kobieta
ani sławy, ani tego, co zrobiłeś dla amerykańskiej
literatury (o tym dużo więcej wiedział Allen Ginsberg,
który odwiedził cie wiosną 1958).

piątek, 26 sierpnia 2016

Adam Lizakowski - Ja także jestem Ameryka

Ja także jestem Ameryka                        

Nie dlatego, że taki silny, ani bogaty
ani nie dlatego, że gram na giełdzie
albo sypiam z kobietą która może być mężczyzną
z ulicy 24 i Market
nie dlatego, że karmie głodujących w Etiopii
ani, że straszę Rosję bombą atomową
ani nie dlatego, że daję napiwki w pięciogwiazdkowych
hotelach na wyspach Kanaryjskich
ale dlatego, że mieszkam w San Francisco
to wygrałem los na loterii życia.
Ja też jestem Ameryka.
Chadzam po ulicach szafirowych
z diamentowymi krawężnikami
ze złotym piaskiem plażą na których nocują anioły.
Jestem Ameryka, taka mała Ameryka  - Ameryczka
której się powodzi, której się zazdrości.
Piszę wiersze przeciwko okrutnemu imperium
śpiewam pieśni emigranta 
czy ją słyszycie!?
Ja też jestem Ameryka


San Francisco, 1987

sobota, 20 sierpnia 2016

Adam Lizakowski - Upadek Ameryki (fragmenty)

Ameryko, w 1960 siedziałem na nocniku,
a ty wystrojona w niebieski płaszcz
podbity złotymi gwiazdami
wyciągałaś do mnie rękę
(opakowaną w przeźroczystą białą rękawiczkę),
podarowując mi cukierka
a ja płakałem ze szczęścia;
byłem wzruszony, płakałem nie wiedząc,
że cukierek był zatruty.

(…)

Ameryko, co zrobisz z bombą atomową,
z armią czekającą na wypłaty,
co zrobisz z bezrobotnymi i bezdomnymi,
co zrobisz z twa machiną urzędników
złodziei ludzkiego czasu,
co zrobisz z chorymi na władzę,
bezustannie gadającymi senatorami,
z kongresmanami w eleganckich garniturach,
co zrobisz z cesarzem
(wybieranym przez milionerów)
obiecującym mannę z nieba jutra
absolwentom najdroższych uczelni w kraju.

(…)

Ameryko, opętana we własnej samotności,
czy tak naprawdę ktoś
ciebie potrzebuje?

sobota, 13 sierpnia 2016

Adam Lizakowski - List 35. Czy Ameryka jest nadal krajem dla emigrantów?

Kiedy Walt Whitman pisał swoje wiersze,
Ameryka była krajem emigrantów.
Kiedy Langston Hughes wędrował ulicami Harlemu,
nucąc swoje pieści,
Ameryka była krajem emigrantów.
Kiedy Carl Sandburg jeździł tramwajami
ulicą Halsted w Chicago,
Ameryka była krajem emigrantów.
Kiedy Allen Ginsberg pisał Howl w San Francisco,
a polski poeta Czesław Miłosz
w tym czasie pisał Traktat poetycki we Francji,
Ameryka była krajem emigrantów,
i nadal nim jest od Greenpointu po Jackowo
dla Polaków.
Od San Francisco po Nowy Jork
od Alaski po Florydę
emigranci są odciśnięci na amerykańskiej psychice niczym
ryba prehistoryczna w skamielinie.
Nieznany niski mężczyzna, a może kobieta
w śmiesznym kapeluszu o nazwisku
M. M., na zebraniu
Towarzystwa Przyjaciół Poezji w Nowym Jorku
powiedział:
Poezja. Ja także jej nie lubię. Są rzeczy o wiele ważniejsze
od tego kłamstwa.
Jednak, czytając ją z pogardą, można zauważyć w niej,
mimo wszystko, miejsce na oryginalność.
Emigranci są odciśnięci na amerykańskiej psychice
jak ryba w skamielinie.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Konrad Cezary Kęder - Skomlenie (cz. II)

Widziałem najtęższych intelektualistów amerykańskich śniących beatnicze sny
którzy w imię równości wymyślili Amerykę dla wszystkich
którzy zerkali przez Cieśninę Beringa co tam panie u naszych przyjaciół
którzy pili piwo z robotnikami i nie kończyli uniwersytetów żeby być bliżej dyktatury proletariatu
którzy walcząc o pokój, walczyli również o pokój a przede wszystkim palili trawkę
którzy z radością skorzystali z ruchu hippis żeby rżnąć młodsze o dwadzieścia lat panienki robiąc im dzieci-kwiaty
którzy znając miarę swojego grzechu i czując wiatr od Watykanu wyspowiadali się szybko
którzy doszli do wniosku, że trzeba pogodzić Amerykę, Marksa i Papieża i stworzyli ruch Światło-Życie
którzy będąc animatorami ruchu pierdolili co ładniejsze uczestniczki i co odważniejsze zakonnice
którzy zaraz następnego dnia wyspowiadali się z tego, a Bóg im wybaczył, bo co miał zrobić
którzy próbowali zreformować system od wewnątrz i założyli KOR a robotnicy byli im wdzięczni
którzy modlili się głośno, Ameryka pożyczała im pieniądze, a ślepej wronie nie trafiło się nawet ziarno
którzy bronili robotników przed zarazą socjalizmu, przed zimnem, przed wojną i po wonie
którzy heblowali panienki w długich swetrach bo godzina milicyjna była długa
którzy doszli do wniosku, że nie muszą się z tego spowiadać, bo jest wojna i straty są nieuniknione
którzy w końcu przestali się bawić w świętego i smoka a zaczęli w Rycerzy Okrągłego Stołu
którzy polubili bajkę o Królewnie Magdalence i dwunastu Podstolikach
którzy przelecieli wszystkie maturzystki roznoszące ulotki wyborcze bo zwycięzca bierze wszystko
którzy wzięli również ciotki rewolucji, premiera i prezydenta
którzy obudzili się z ręką w nocniku w drugiej ręce ściskając pakiet ustaw dekomunizacyjnych
którzy poniewczasie zorientowali się że pomyliła im się Ameryka Ginsberga z Ameryka Białego Domu
którzy usłyszeli że nie są prawdziwymi Polakami a prawdziwymi Amerykanami nie byli nigdy
którzy nie byli Prawdziwymi Polakami, bo Prawdziwi Polacy odbywają stosunki ze swoimi żonami, na co zresztą święty czas, bo minęło kilkadziesiąt wersów
którzy pomyśleli i doszli do wniosku, że Ameryka będzie dla nich
którzy w takim bądź charakterze pojechali do niej przy najbliższej okazji
którzy nie puszczali się na prawo i szczególnie na lewo i używali prezerwatyw, bo HIV grasował
którzy mieli już dość wszystkiego, żeby mieć dość wszystkiego i zapragnęli zmiany


Molochu Molochu Molochu Molochu oraz Molochu Molochu Molochu któremu na imię Moloch. Cóżeś ty za Moloch że za Tobą idą chłopcy malowani?
Molochu któremu na imię Miś Colargol
Molochu któremu na imię najgorętsza cipa w Koluszkach
Molochu Molochu Molochu stałeś się zwykłą codziennością i już nikt cię nie wzywa na obraz i podobieństwo
Molochu który masz usta, oczy i dwa telewizory
Molochu rozpalający i gaszący ogień światło oraz namiętności
Molochu litanio naszego życia: od Campbella do Allena
Molochu nie można z ciebie wykrzesać nawet porządnej dupy do przerznięcia
Molochu nadziejo Polaków w loterii wizowej
Molochu gnieciesz nas, to prawda, lecz swędzi cię, gdy cie gryzą wszy-aryści, powiedz?
Molochu powiedziałbym: na glinianych nogach gdybym nie bał się że runiesz
Molochu z betonu zmęczenia i śniegu
Molochu paryski żigolaku na etacie w Instytucji Państwowej
Molochu abnegacjo negacji żyjąca od pierwszego do pierwszego
Molochu strachu na wróble we fraku Pierre Cardina
Molochu oligarchio magnacka dopuszczona w końcu do urzędów po tylu latach panowania oligarchii żebrackiej
Molochu panienko z mocną potrzebą ogniska domowego i pieprzenia co noc
Molochu z rozbieganymi oczami nerwowo poszukujący chusteczki do nosa albo środka wczesnoporonnego
Molochu wielka finansjero, wielka polityko, globalna wiosko i totalna atrofio
Molochu rozczarowałeś nas wszystkich

sobota, 6 sierpnia 2016

Konrad Cezary Kęder - Skomlenie (cz. I)

Widziałem najtęższe umysły mojego pokolenia zapatrzone w Amerykę jak poprzednie pokolenia w Rosję
organizatorów o anielskich głowach i łysiejących włosach płonących pragnieniem zrobienia z kogoś siebie wśród nocnej ciszy i pokrzykiwań
którzy chlali wódę bo tak nakazywał rozum i dobre obyczaje tego kraju
którzy uważali że z niczego da się zrobić coś tylko trzeba mocno chcieć i powtarzać dookoła że to niemożliwe
którzy owszem pieprzyli się jak dzikie osły ale z rozwagą a jeśli bez opamiętania to raczej w ukryciu
którzy zaczynali i nie kończyli nie zaczynając bowiem przemawiała przez nich zdrowa samcza nieświadomość doniosłości zwykłej ludzkiej skończoności
którzy kochali się w sobie aż do samogwałtu
którzy byli beatnikami nowej generacji przesuniętymi w miejscu o kilka tysięcy kilometrów i w czasie o kilkadziesiąt lat a mianem do tego tytułu było bicie piany
którzy którzy
którzy uważali że kobieta zaczyna się na podpaskach i słusznie bo nie byliby organizatorami
którzy robili karierę artystyczną bądź też robili artystycznie karierę mlaskając przy tym jak gówno w butach
którzy religię traktowali jak maczugę do zadawani narkozy wiarę zaś jak religię made In Poland
którzy uważali że cos się skończyło i uparcie coś zaczynali
którzy urodzili się kiedy im było wygodnie bo wcześniej nie było czasu a potem mogłoby być za późno
którzy bardzo również
którzy nudzili się w niedzielę w domu a niespodziewanym gościom opowiadali o potrzebie życia rodzinnego
którzy jeździli tam i nazad bo uważali że to najlepszy sposób na ból istnienia
którzy kopulowali mimo wszystko z kim popadło bo żądza władzy ich oficjalnie nie rajcowała
którzy byli w Paryżewie, Nowym Joricku i słonej Italii żeby być po to
którzy odbyli święty stosunek ze swoją ślubną bo minęło już kilka wersów i najwyższy czas
którzy śpieszyli się wciąż chociaż nie trzeba było się śpieszyć  - niby dokąd
którzy po raz n-ty rozważali możliwość i jak zawsze powiadali że nie ma żadnych możliwości
którzy rozbrajająco nabierali cały świat i tych kilku jeszcze myślących
którzy uprawiali sztukę, najczęściej nagą i za pieniądze
którzy dociskali gaz do dechy w swoich mustangach FSO 1500 i odjeżdżali
do tych pól rozmaitych między Opolem a Wrocławiem do tych łąk wyzłacanych koło Olkusza i Krakowa do tych jezior wielkich: Wigry Świdry Udry do Centrum Centrum koło Belwederu i Marszałkowskiej
którzy dochodzili z wolna do prawdy że Moloch jest i dobrze
którzy rośli rano z wymiaru żony do wymiaru biura a wieczorem z powrotem
którzy roztaczali wokół wizje cywilizacji nowego podejścia do kultury i zapach starego potu
którzy wewnętrzna pustkę osłaniali agresywnością co brano za siłę charakteru i charyzmę
którzy ponieważ znów minęło kilka wersów zaspokoili swoją żonę w desperacji uciekając się do numeru z wałkiem do ciasta
którzy świecąc oczami po dwóch piwach utwierdzali się wzajemnie w swoich zaletach
którzy w barach Wołomina rozkoszowali się zapachem kiszonej kapusty
którzy do szóstej rano przesiadywali nad szklanką wódki w night clubie „Nietoperz”
którzy byli na bakier z prawem podatkowym czapką przepisami ruchu drogowego armata i cukrzycą
którzy popadali w ciężką zadumę nad motylem fruwającym przy płocie chorzowskich „Azotów”
którzy kupowali odkurzacz żeby odkurzyć stare pomysły na życie po życiu
którzy żeby odgrzać stare kotlety pożyczali od młodej matki podgrzewacz do butelek
którzy z wystawionym fiutem wyczekiwali na studentki w parku przy uniwersytecie
którzy kochali jeść kochać jeść i jeść
którzy w południe następnego dnia byli dokładnie tacy sami jak w południe poprzedniego dnia tylko dalsi o 24 godziny
którzy słyszeli kiedyś o Kancie i Niczem ale raczej słyszeli niż słyszeli
którzy czytali co im wpadło w ręce „Życie Bytomskie” „Życie Warszawy” „Poznańskie Koziołki” „Gdańskiego Neptuna” oraz „Szkiełko i Oko”
którzy w godzinę po świętym stosunku z żoną dobierali się do sekretarki
którzy ciągle byli w drodze albo do pracy, albo do domu
którzy wypożyczali filmy wideo głównie z cywilizacją obrazkową i morderstwami
którzy opowiadali sobie te filmy przed obiadem w czasie i po obiedzie a przede wszystkim wieczorem
którzy dogadzali sobie kupując słodycze, papierosy, alkohol i czasem marihuanę bo to zbliżało ich do ideału
którzy pisali nadęte powieści o polucjach o menstruacjach hermafrodytycznych bohaterów
którzy dochodzili do przekonania, wracali, jeszcze raz dochodzili, wracali i szli na piwo
którzy byli beatnikami bardzie beatnikowskimi niż sami beatnicy
którzy doprowadzenie do ostateczności ryba na święta, marmoladą z okularów i sękaczem sięgali po ostateczność
którzy uciekali drogą przed siebie niosąc na grzbiecie plecak ze słomą makową na kompot
którzy pracowali usilnie nad przypadkowym spotkaniem, przypadkowym błyskiem geniuszu i przypadkiem jako takim
którzy mieli o sobie dobre mniemanie, bo o kimś trzeba mieć dobre mniemanie
którzy kręcili głową, walili się ręką w łysą pałę i wołali wielkim głosem:
O Matuszko Ameryko czemuś mnie ambitnego syna tak długo odrzucała
O Matuszko Ameryko kiedy ja znam Twoja topografię lepiej niż własna kieszeń
O Ameryko Twoja namiastkę odkrywam w Wilkowicach i gminie Pyry
O Ameryko z satelity do nas zstępująca i niosąca kiść
O Matuszko Ameryko nadziejo ubogich duchem