Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

sobota, 6 sierpnia 2016

Konrad Cezary Kęder - Skomlenie (cz. I)

Widziałem najtęższe umysły mojego pokolenia zapatrzone w Amerykę jak poprzednie pokolenia w Rosję
organizatorów o anielskich głowach i łysiejących włosach płonących pragnieniem zrobienia z kogoś siebie wśród nocnej ciszy i pokrzykiwań
którzy chlali wódę bo tak nakazywał rozum i dobre obyczaje tego kraju
którzy uważali że z niczego da się zrobić coś tylko trzeba mocno chcieć i powtarzać dookoła że to niemożliwe
którzy owszem pieprzyli się jak dzikie osły ale z rozwagą a jeśli bez opamiętania to raczej w ukryciu
którzy zaczynali i nie kończyli nie zaczynając bowiem przemawiała przez nich zdrowa samcza nieświadomość doniosłości zwykłej ludzkiej skończoności
którzy kochali się w sobie aż do samogwałtu
którzy byli beatnikami nowej generacji przesuniętymi w miejscu o kilka tysięcy kilometrów i w czasie o kilkadziesiąt lat a mianem do tego tytułu było bicie piany
którzy którzy
którzy uważali że kobieta zaczyna się na podpaskach i słusznie bo nie byliby organizatorami
którzy robili karierę artystyczną bądź też robili artystycznie karierę mlaskając przy tym jak gówno w butach
którzy religię traktowali jak maczugę do zadawani narkozy wiarę zaś jak religię made In Poland
którzy uważali że cos się skończyło i uparcie coś zaczynali
którzy urodzili się kiedy im było wygodnie bo wcześniej nie było czasu a potem mogłoby być za późno
którzy bardzo również
którzy nudzili się w niedzielę w domu a niespodziewanym gościom opowiadali o potrzebie życia rodzinnego
którzy jeździli tam i nazad bo uważali że to najlepszy sposób na ból istnienia
którzy kopulowali mimo wszystko z kim popadło bo żądza władzy ich oficjalnie nie rajcowała
którzy byli w Paryżewie, Nowym Joricku i słonej Italii żeby być po to
którzy odbyli święty stosunek ze swoją ślubną bo minęło już kilka wersów i najwyższy czas
którzy śpieszyli się wciąż chociaż nie trzeba było się śpieszyć  - niby dokąd
którzy po raz n-ty rozważali możliwość i jak zawsze powiadali że nie ma żadnych możliwości
którzy rozbrajająco nabierali cały świat i tych kilku jeszcze myślących
którzy uprawiali sztukę, najczęściej nagą i za pieniądze
którzy dociskali gaz do dechy w swoich mustangach FSO 1500 i odjeżdżali
do tych pól rozmaitych między Opolem a Wrocławiem do tych łąk wyzłacanych koło Olkusza i Krakowa do tych jezior wielkich: Wigry Świdry Udry do Centrum Centrum koło Belwederu i Marszałkowskiej
którzy dochodzili z wolna do prawdy że Moloch jest i dobrze
którzy rośli rano z wymiaru żony do wymiaru biura a wieczorem z powrotem
którzy roztaczali wokół wizje cywilizacji nowego podejścia do kultury i zapach starego potu
którzy wewnętrzna pustkę osłaniali agresywnością co brano za siłę charakteru i charyzmę
którzy ponieważ znów minęło kilka wersów zaspokoili swoją żonę w desperacji uciekając się do numeru z wałkiem do ciasta
którzy świecąc oczami po dwóch piwach utwierdzali się wzajemnie w swoich zaletach
którzy w barach Wołomina rozkoszowali się zapachem kiszonej kapusty
którzy do szóstej rano przesiadywali nad szklanką wódki w night clubie „Nietoperz”
którzy byli na bakier z prawem podatkowym czapką przepisami ruchu drogowego armata i cukrzycą
którzy popadali w ciężką zadumę nad motylem fruwającym przy płocie chorzowskich „Azotów”
którzy kupowali odkurzacz żeby odkurzyć stare pomysły na życie po życiu
którzy żeby odgrzać stare kotlety pożyczali od młodej matki podgrzewacz do butelek
którzy z wystawionym fiutem wyczekiwali na studentki w parku przy uniwersytecie
którzy kochali jeść kochać jeść i jeść
którzy w południe następnego dnia byli dokładnie tacy sami jak w południe poprzedniego dnia tylko dalsi o 24 godziny
którzy słyszeli kiedyś o Kancie i Niczem ale raczej słyszeli niż słyszeli
którzy czytali co im wpadło w ręce „Życie Bytomskie” „Życie Warszawy” „Poznańskie Koziołki” „Gdańskiego Neptuna” oraz „Szkiełko i Oko”
którzy w godzinę po świętym stosunku z żoną dobierali się do sekretarki
którzy ciągle byli w drodze albo do pracy, albo do domu
którzy wypożyczali filmy wideo głównie z cywilizacją obrazkową i morderstwami
którzy opowiadali sobie te filmy przed obiadem w czasie i po obiedzie a przede wszystkim wieczorem
którzy dogadzali sobie kupując słodycze, papierosy, alkohol i czasem marihuanę bo to zbliżało ich do ideału
którzy pisali nadęte powieści o polucjach o menstruacjach hermafrodytycznych bohaterów
którzy dochodzili do przekonania, wracali, jeszcze raz dochodzili, wracali i szli na piwo
którzy byli beatnikami bardzie beatnikowskimi niż sami beatnicy
którzy doprowadzenie do ostateczności ryba na święta, marmoladą z okularów i sękaczem sięgali po ostateczność
którzy uciekali drogą przed siebie niosąc na grzbiecie plecak ze słomą makową na kompot
którzy pracowali usilnie nad przypadkowym spotkaniem, przypadkowym błyskiem geniuszu i przypadkiem jako takim
którzy mieli o sobie dobre mniemanie, bo o kimś trzeba mieć dobre mniemanie
którzy kręcili głową, walili się ręką w łysą pałę i wołali wielkim głosem:
O Matuszko Ameryko czemuś mnie ambitnego syna tak długo odrzucała
O Matuszko Ameryko kiedy ja znam Twoja topografię lepiej niż własna kieszeń
O Ameryko Twoja namiastkę odkrywam w Wilkowicach i gminie Pyry
O Ameryko z satelity do nas zstępująca i niosąca kiść
O Matuszko Ameryko nadziejo ubogich duchem