Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

wtorek, 11 sierpnia 2015

Rozmowa z Piotrem Sommerem (część 4)

John Ashbery powiedział tak: „Niektórzy poeci podczas czytania wkładają maski i śmieszne kostiumy, i grają na jakichś prymitywnych instrumentach. Wie Pan o kogo mi chodzi…” Czy mowa jest o Ginsbergu?

Oczywiście, że tak. Z mojego doświadczenia wiem, że ilekroć była możliwość to Ashbery wrzucał szpilę Ginsbergowi. To był nieapetyczny sposób bycia w poezji z punktu widzenia Johna Ashbery’ego. Nawet te jego gesty na rzecz zbiorowości, o których on wspomina w tym wywiadzie, ja powiem może awansem… jak się idzie raz czy dwa na jakąś demonstrację to nie jest tak, że trzeba o tym zaraz opowiadać. A jeśli się opowiada o takich rzeczach to wymaga się trochę czynniejszego stosunku do tego, ale od Ashbery’ego tego nie można oczekiwać. Więc bardzo dobrze rozumiałem jego szpilę wtykaną Ginsbergowi. I tu znowu jest negatywna strona Ginsberga, moim zdaniem, że jest on specyficznym, amerykańskim Jewtuszenką albo Wozniesienskim. I ta rosyjska formacja była mu bliska, oni się przyjaźnili ze sobą. Jeśli się popatrzy na stosunek Ginsberga do tych, w istocie rzeczy, całkiem wyraźnie sprostytuowanych pisarzy rosyjskich czy radzieckich, to były to gesty na rzecz ówczesnego establishmentu radzieckiego, radzieckiego w oczywisty sposób.
Ja zresztą miałem okazję widzieć w takiej dziwnej poetyckiej akcji Jewtuszenkę, kiedyś w Londynie, to tego nie dało się słuchać. To jest jeden z objawów głupoty politycznej, naiwności, braku wyczucia historycznego i politycznego, braku empatii, niezrozumienia gdzie jest plus, a gdzie jest minus. Jeśli już myślimy w kategoriach moralnych to powinniśmy wiedzieć, gdzie jest – za przeproszeniem – dobro i gdzie jest – za przeproszeniem – zło zbiorowe.
I niech pan teraz popatrzy na gesty Franka O’Hary. On napisał wiersz Odpowiedź Wozniesienskiemu i Jewtuszence, i jawi się jako chłopiec, który nie ma złudzeń, a ma zmysł historyczny. Przypuszczam, że wiersz ten wynika z jakiejś okazji, choć nigdy nie byłem w stanie ustalić dokładnie, z jakiej, a jest on datowany na rok 1963, a więc na ten okres, kiedy właśnie wypuszczeni hurmem młodzi wolontariusze reprezentacji odwilżowej w Związku Radzieckim ruszają na Zachód, żeby zaprezentować nową linię polityczną towarzysza Chruszczowa i wpisują się w ten sam rytm sprostytuowania publicznego. I przyjeżdżają między innymi do Ameryki, do Nowego Jorku, mają wieczór autorski, czytają, recytują, śpiewają, wykonują różne gesty – i w tym sensie jest to formacja bardzo bliska naszemu ulubieńcowi (śmiech) – i mówią, co myślą. A myślą głupio prawdopodobnie. Jak pan popatrzy na ten wiersz O’Hary, a nie ma takich wściekłych wierszy O’Hary w ogóle, to go to rozjuszyło kompletnie. A co oni powiedzieli – z tego wiersza może to wynikać. Pewnie ich zapytano o stosunki rasowe w Rosji, więc musieli opowiadać jakieś straszliwe dyrdymały, pouczać Amerykanów o rasizmie w stosunku do Murzynów. Dobrze, tylko oni się zachowywali podobnie czy tak samo, jak Ginsberg, który przyjechał do Gdańska i „nauczał” w Gdańsku.

Ale O’Hara miał do Ginsberga bardzo przychylny stosunek.

Tak. Ale ja używam teraz figur merytorycznych naszych przyjaciół za Wschodu, po to, żeby pokazać, tak, jak sam rozumiem, odmienność, jeśli chodzi o czucie politycznie, rozumność pewnych gestów i głupotę. I wydaje mi się, że jest zaskakująca, ale może wcale nie jest zaskakująca, bo dlaczego miałaby taka być, w każdym razie jest wyraźna zbieżność między postawami tamtych panów w owym czasie i później Ginsbergiem, który tracił czucie i uznawał, że jest w stanie przetłumaczyć dobro i zło w każdej szerokości geograficznej, nie rozumiejąc zupełnie detali lokalnych.
I Wozniesienski z Jewtuszenką przyjeżdżają do Nowego Jorku, mówią jakieś ofensywne głupoty i pouczają Amerykanów na wieczorku autorskim, i, co gorsza, uzurpują sobie prawo do tego, by ich pouczać.

Ale takie były wtedy realia – dwa państwa współzawodniczące ze sobą nie tylko w wyścigu zbrojeń, ale i w postawach poetyckich. Może to również z tego wynika.


Tak, jak najbardziej. Ale proszę zwrócić uwagę, co O’Hara im mówi. On oddaje hołd Rosjanom, a jednocześnie komentuje jakieś straszne głupoty, które oni wygadywali będąc w Ameryce. To jest bardzo ciekawy punkt historii, ten około roku 1960, kiedy mamy tych Rosjan i Ginsberga, który rośnie w siłę, oni wtedy zaczynają się przyjaźnić. Ale O’Hara jest tu niesłychanie trzeźwy; jest to ta sama formacja z Ginsbergiem, obaj są gejami, wrażliwymi na rzeczywistość, różnego rodzaju odmienności dawały ostrzejsze spojrzenie, ale jest to tak radykalna różnica. A jeśli nie jest to radykalna różnica w czuciu różnych przestrzeni to być może Ginsberg nie dostrzegał różnicy między Majakowskim i Pasternakiem a Wozniesienskim i Jewtuszenką, był natomiast na pewno beneficjentem tej atmosfery lat sześćdziesiątych. Ja nie potrafię orzec tego dokładnie, ale myślę, że te składniki gry literacko-politycznej należy wziąć pod uwagę.