Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozmowa z Piotrem Sommerem (część 2)


W książce Utwory poetyckie Allena Ginsberga w tłumaczeniu Bogdana Barana z 1984 roku pod Kadyszem wpisany jest rok 1959. I jest to dla mnie zastanawiające, bo tam jest rok 1959, natomiast w książce, która w tym roku się ukazała, Hansa-Christiana Kerscha, W drodze. Poeci pokolenia beatników napisane jest, że Ginsberg pisze Kadysz we wrześniu 1960 roku (str. 296).

Z datami u niego jest bardzo ciężko. Ja nawet podzieliłem wiersze na grupy, wiersze z lat 40-ych, z lat 50-ych, itd. Ja tego nigdy dokładnie nie prześledziłem. Można zajrzeć do dokumentów, jak to jest tam datowane. Ja nie mam w sobie takich lustracyjnych skłonności, ale to jest bardzo ciekawe. Jak widzę, że jest taki rozdział w książce poświęconej poezji amerykańskiej deklarującej się po stronie żydowskości, tak jak Reznikoff i Ginsberg, choć Ginsberg się nie deklaruje, ale jest tam tyle wątków żydowskich, to Reznikoff jest cały ogarnięty przez antologie współczesne i jest częścią składową, istotną, tego mainstreamu, natomiast jest problem z Ginsbergiem. A wracając do tej inspiracji – to czy on się inspirował Kadyszem Reznikoffa czy nie, to jest to sprawa drugorzędna, ale z całą pewnością ciekawa historycznie. Jednak powiedział mi, że nie był inspirowany, choć to żaden wstyd być inspirowanym przez taki poemat i to rzutowało mi po trosze na mój stosunek do Ginsberga, jak był w Warszawie.
Chyba wtedy zrobiłem już trochę przekładów i ktoś zamówił u mnie wybór Ginsberga, jakieś wydawnictwo, które później się sypnęło. Ja nie chciałem robić tego w całości, więc poszedłem do Julii Hartwig, do Andrzeja Szuby, Artura Międzyrzeckiego – ja byłem czwarty. Wybrałem jakąś grupę krótkich wierszy, takich, które, mnie intrygowały, i na tym stanęło. Książka ukazała się. A potem była ta niesamowita historia, anegdociarska wręcz. Ja sobie nie zdawałem sprawy, że NaGłos jest wydawany przez wydawnictwo m, Maszachaba, czyli integrystycznie katolickie, a raczej katolicko-integrystyczne, wydawnictwo w Krakowie. Ja dałem tę książkę Bronkowi Majowi albo Jurkowi Illgowi, któremuś z nich, oni razem prowadzili NaGłos, i spytałem czy ich by to interesowało. Właśnie wydali Haiku Miłosza, Lustro weneckie Brodskiego, to było w tej samej serii. Ich to bardzo interesowało. Nawet żeśmy umowy nie podpisali i nie dostałem za to ani grosza. Oni utłukli chyba z 10 tysięcy egzemplarzy. To było właściwie jedno z lepszych oszustw. To było bardzo zabawne. Oni wydali tego Ginsberga najpierw 5 tysięcy egzemplarzy i ksiądz jakiś odpowiedzialny za sprawy obyczajowe, wziął podobno do ręki książkę, tak to Bronek wdzięcznie opisywał, i otworzył na pierwszym wierszu, Między ludźmi, i przeczytał „… trzech albo czterech pedałów / rozmawiało ze sobą w swoim pedalskim języku”. Wypuścił to z rąk i na tym się to wszystko skończyło. Tymczasem do dystrybucji wyszło 2,5 tysiąca egzemplarzy, czy może więcej, i nie można było już tego odkręcić. Więc wybuchła afera. Potem ktoś kupił matryce i stuknął natychmiast kolejne kilka tysięcy egzemplarzy z jakimś innym stempelkiem wydawnictwa, już nie pamiętam, jak to wydawnictwo się nazywało. Ale, to zabawne, nigdyśmy nie dostali od nich ani grosika złamanego.

A jakieś konsekwencje Państwo ponieśli, Pan czy Andrzej Szuba i inni?


Konsekwencje polegały na tym tylko, że nakład został wycofany. Wycofane to było przez wydawnictwo Maszachaba, ale później ktoś, kto kupił matryce i postawił swoje stemple wielokrotnie to wznawiał. A wie pan, po czym ja poznawałem, że to było wielokrotnie wznawiane? Po tym czy był klej czy było szycie, to było widać, że to było nowe bicie, bo wcześniej było to inaczej złożone, sklejone czy zszyte.