Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

czwartek, 17 września 2015

Tadeusz Olszewski - Noce

Światło księżyca i latarni morskiej. Białe skały. Dover, rok 1937.
Poeta Auden przez chwilę zatrzymuje wzrok na pociągłej twarzy jasnego blondyna
jest nim brytyjski strażnik graniczny trochę leniwy ale świadom
swoich długich nóg wąskich pośladków niepokoju podbrzusza
Poeta Auden uśmiecha się i zaraz potem odpływa do Francji
Blondyn wie, że go już nigdy nie zobaczy. Smutniejemy wszyscy.

Smutniejemy. "Tropiki smutku rano" - powiedział mi inny blondyn
gdy nie całkiem trzeźwi rozmawialiśmy o chłopcu
którego zakochany w nim nazwał amarantową różą Polski
o chłopcu który był także spopielającą mnie pochodnią nocy
Kordianem zaczajonym u bram mojego sumienia jak u drzwi carskiej sypialni
snem niespodziewanie wyśnionym w zimnej klatce hotelowego pokoju na godziny.

Hotelowe pokoje. Miasta w których pornografia i rozpacz są w tej samej cenie
światła neonowych reklam szum deszczu i szybkich samochodów. Wiedeń, rok 1989.
Jeszcze nie wiem że dzieli mnie krok od katastrofy
i śmierć nie w Wenecji ale w Zielonej Górze Na razie śpiący obok mnie
oddycha równo i głęboko - Antinous który przez sen oplata mnie ramieniem
i szepce: To nie jest poemat o miłości To nie jest poemat o życiu
To jest poemat o nożu wbitym w plecy lub w krtań.

Tak. To nie jest poemat o miłości. Nie jest
ponieważ istnieje tylko ciało słabość naszych mięśni ścięgien i żył
nietrwałość gestów fizjologia odruchów genitalnych
fałszywa mistyka płci

To nie jest poemat o miłości
ponieważ zbyt wiele wiemy o łańcuchu białka kwasie rybonukleinowym
składzie chemicznym krwi spermy i śliny
ponieważ nie chcemy pamiętać własnych imion i drżenia warg
ponieważ nigdy nie jesteśmy dostatecznie nadzy
i wiemy że będzie nas zabijała pamięć lub brak pamięci
i wiemy że nie wiemy co nas spotka.

A jednak. Spotkanie niczym w Bibliotece Aleksandryjskiej.
Chłopiec pochylony nad Platonem i Kawafisem
ze źdźbłem trawy w nerwowo ruchliwych ustach
pachnący beskidzką łąką i węglowym pyłem Górnego Śląska
chłopiec na hałdach samotności
wyjmujący cierń ze zranionej stopy i zastygły w tym geście
("Właśnie teraz Telemach porzuca dziecięce zabawki")

Właśnie teraz czuję jego oddech na twarzy i lękam się przebudzenia
ta noc bowiem jest próżnią doskonałą stanem lotnym i ulotnym syntezą żalu
Żaglowce ciszy płyną przez nasze oszukane i bezbronne ciała.

To nie jest poemat o miłości
to nie jest poemat o poezji Poezja niczego nie zmienia
jest być może zaledwie sztuką retoryki rodzajem kuglarstwa
psychodramą rozgrywaną we wciąż tych samych dekoracjach
czaszką w ręku Hamleta lekcja ognia lekcja ciemności
ostrzem noża o trzeciej nad ranem

O trzeciej nad ranem burzy się krew poematu Nagi chłopiec idzie do łazienki
oddaje mocz lekko wzwiedziony członek budzi we mnie czułość
jesteśmy spokojni

Innych o tej porze spokój opuszcza zaczyna brakować alkoholu słów i cierpliwości
tymczasem na Manhattanie dopiero zapala się wieczór
Allen Ginsberg i Peter Orlovsky wchodzą do baru dla pederastów
"Ameryko - woła Ginsberg - wypierdol się swoją bombą atomową"
"przestań popychać mnie, wiem co robię" - Nie pij więcej - prosi Peter
przez Chinatown przemykają szczury. W tym samym czasie na ulicy Górczewskiej
w Warszawie jasnowłosy poeta z koła młodych podnosi kieliszek:
"za metaforę!"
Nagi chłopiec wraca z łazienki i znów zasypiamy.

Cień na powiekach uśpionego siny nalot świtu
poeta Auden dopływa do Calais brytyjski blondyn odpina guzik bluzy i ziewa
"Noc ma wielu rekrutów i dla tysięcy pielgrzymów
                Mekką jest oschłość serca".
Patrzę na zmęczone ciało poezji ciało chłopca i starzejącego się mężczyzny
za chwilę koniec. Podpalono już lont.