Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

poniedziałek, 14 września 2015

Czesław Miłosz - Do Allena Ginsberga

Allen, dobry człowieku, wielki poeto morderczego stulecia, ty który upierając się w szaleństwie doszedłeś do mądrości.

Tobie wyznaję, moje życie nie było takie, jak bym chciał.

I teraz, kiedy minęło, leży jak niepotrzebna opona na skraju drogi.

Było takie, jak życie milionów, przeciwko któremu buntowałeś się w imię poezji i wszechobecnego Boga.

Poddane obyczajom, z wiedzą, że są absurdalne, i konieczności, która zrywa co ranka i każe jechać do pracy.

Z niespełnionymi pragnieniami, nawet z niespełniona chęcią krzyku i bicia głową w ścianę, z powtarzanym sobie zakazem "Nie wolno".

Nie wolno pobłażać sobie, pozwalać na nic-nierobienie, rozmyślać o swoim bólu, nie wolno szukać pomocy w szpitalu i u psychiatry

Nie dlatego, że obowiązek, ale także dlatego, że strach przed siłami, którym tylko popuścić, a pokaże się nasze błazeństwo.

I żyłem w Ameryce Molocha, krótkowłosy i ogolony, wiążąc krawaty, pijąc bourbon przed telewizją co wieczór.

Diabelskie karły pożądań koziołkowały we mnie, byłem ich świadomy i wzruszałem ramionami: razem z życiem to minie.

Trwoga skradała się tuż tuż, musiałem udawać, że nigdy jej nie ma i że z innymi mnie łączy błogosławiona normalność.

Taka też może być szkoła wizji, bez narkotyków i odciętego ucha van Gogha i braterstwa najlepszych umysłów za kratami szpitali.

Byłem instrumentem, słuchałem, wyławiając głosy z bełkotliwego chóru, tłumacząc na zdania jasne, z przecinkami i kropką.

Zazdroszczę tobie odwagi absolutnego wyzwania, słów gorejących, zaciekłej klątwy proroka.

Wstydliwe uśmiechy ironistów zachowano w muzeach i nie są wielką sztuką, ale pamiątką niewiary.

Podczas kiedy twój wrzask bluźnierczy dalej rozlega się w neonowej pustyni, po której błądzi ludzkie plemię skazane na nierzeczywistość.

Walt Whitman słucha i mówi: Tak, tak właśnie trzeba, żeby ciała mężczyzn i kobiet zaprowadzić tam, gdzie wszystko jest spełnieniem i gdzie żyć odtąd będą w każdej przemienionej chwili.

A twoje dziennikarskie banały, twoja broda i paciorki i strój buntownika tamtej epoki zostaną wybaczone.

Albowiem nie szukamy tego co doskonałe, szukamy tego, co zostaje z nieustannego dążenia.

Pamiętając, ile znaczy traf szczęśliwy, zbieg słów i okoliczności, ranek z obłokami, który później wyda się nieuchronny.

Nie żądam od ciebie monumentalnego dzieła, które byłoby jak średniowieczna katedra nad francuską równiną.

Sam miałem taką nadzieję i trudziłem się, już jednak na wpół wiedząc, że niezwykłe zmienia się w powszednie.

I w planetarnej mieszaninie wyznań i języków jesteśmy nie bardziej pamiętani niż wynalazcy kołowrotka albo tranzystora.

Przyjm ten hołd ode mnie, który byłem tak inny, ale w tej samej służbie nienazwanej.

W braku lepszych określeń podając ją jedynie za czynność pisania wierszy.




Zaskakujący wiersz polskiego noblisty, choć jeśli zwróci się uwagę na te słowa: 

A twoje dziennikarskie banały, twoja broda i paciorki i strój buntownika tamtej epoki zostaną wybaczone. / Albowiem nie szukamy tego co doskonałe, szukamy tego, co zostaje z nieustannego dążenia.

to można zrozumieć "słabość" Miłosza do Ginsberga - ten nie zagrażał mu na poetyckim szczycie, w przeciwieństwie do takich poetów, jak Robert Lowell czy Philip Larkin - tych chorobliwie nie znosił.

I jeszcze niespodzianka - wkrótce zamieszczę angielskie tłumaczenie tego wiersza, choć niektórzy pewnie to znają.