Allen Ginsberg

Allen Ginsberg

środa, 15 czerwca 2016

Skandal czy skandalik - Ginsberg w roli głównej i zwykłe "polskie piekiełko"?

W roku 1993 ukazał się w Bibliotece NaGłosu tomik wierszy Ginsberga Znajomi z tego świata. Były to wiersze bardziej liryczne i opanowane. Zresztą taki był zamysł Piotra Sommera, który wybrał te liryki oraz napisał posłowie, by ukazać Ginsberga jako poetę potrafiącego odnaleźć w sobie ogromne pokłady spokoju, który nie epatuje seksualnością i turpistycznymi obrazami. Sommer napisał zresztą w posłowiu, że zaskakuje go to, iż

„jeśli po 1984 roku tłumacze darowali sobie Ginsberga prawie kompletnie, to przez całe lata osiemdziesiąte (nawet już po ujawnieniu się w Polsce <<nowojorczyków>>) bywał on całkiem żywym źródłem inspiracji dla pokaźniej grupy poetów i pisarzy. Jednych – rzecz zaskakująca – wciąż bardziej inspirowała legenda beatu z Ginsbergiem i jego sposobami bycia w roli głównej, innych – atuty raczej poetyckie: ciągle aktywna energia językowa”.

Ale czy Ameryka czy Skowyt były już tylko dokumentami epoki, trochę zdezaktualizowanymi?
Wybuchł - właśnie - skandal? skandalik? W Polsce odbiło to się dość szerokim echem, wiele się o tym pisało i mówiło. Głos zabierali Miłosz, Jerzy Illg czy Jerzy Pilch, który uznał, że skoro ktoś Ginsberga czytać nie chce - niech nie czyta i za kuriozum uznał zachowanie wydawnictwa.
O „aferze z Ginsbergiem” pisał w książce Mój znak Jerzy Illg, który 1993 roku był jednym z redaktorów NaGłosu:
                           
„Traf chciał, że Allen Ginsberg akurat przyjechać miał do Polski – dla każdego wydawcy to wspaniały prezent i wymarzona okoliczność promocyjna – byliśmy wszak jedynymi, którzy na przyjazd pisarza mieli gotową nowiutką książkę! Tyle, że w pismach zaczęły się ukazywać artykuły o Ginsbergu, postaci bliżej nie znanej redaktorom Maszachaby. Dowiedzieli się, że ich autor to nie tylko buddysta, prorok beatników
i hippisów, ale do tego homoseksualista – groza! Nie czytając zatem książki uznali, iż tak skandalizująca postać nie może być autorem katolickiego wydawnictwa. Nakład był już na szczęście wydrukowany i spora jego część rozeszła się do księgarń. Redakcję <<NagGłosu>> poproszono na rozmowę, podczas której przedłożono nam propozycję będącą de facto ultimatum: wydawnictwo chciało wycofać książkę z księgarń, my zaś mieliśmy siedzieć cicho i nie robić z tego afery. Oświadczyliśmy im, że zbyt dobrze pamiętamy, jak <<czerwony>> wycofywał z księgarń wybór wierszy Mandelsztama wydany prze WL, żeby teraz uciekać się do podobnych praktyk. I oczywiście natychmiast zrobiliśmy z tego aferę, nagłaśniając ją przez znajomych dziennikarzy. Udało nam się do tego stopnia, że wiadomość stała się pierwszym newsem tego dnia we wszystkich dziennikach telewizyjnych i radiowych, potem zaś szeroko rozpisywały się o tym gazety. Trudno było oczywiście o lepszą reklamę. Nie mogliśmy się opędzić od znajomych, którzy wydzwaniali do nas z pytaniami, gdzie można książkę kupić. Najbardziej zachwycony był naturalnie sam Ginsberg. Mówiono mi, że podczas późniejszego pobytu w Niemczech opowiadał na prawo i lewo w wywiadach, iż podobnie jak w końcu lat sześćdziesiątych deportowano go z Kuby i z Pragi, tak teraz w katolickiej Polsce usiłowano skonfiskować jego książkę jako dzieło <<Antychrysta>> – buddysty i pedała”.

 Cała afera przybrała znamiona skandalu obyczajowego, co jednak nie przeszkadzało ani tłumaczom książki (Piotr Sommer, Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Andrzej Szuba), ani samemu Ginsbergowi. Wspomnieć również należy, że wydawnictwo Maszachaba wycofało się z wydawania czasopisma NaGłos.

Oświadczenie PEN Clubu
W sprawie Ginsberga i "NaGłosu"